Kategoria: Puchar Polski

LKS STARY ŚLESZÓW 0:3 GÓRNIK WAŁBRZYCH

Tak jak kilka już wieków temu armia Władysława Jagiełły (brawurowo zagranego przez Hermana Brunera) stanęła naprzeciw potęgi Zakonu, tak w minioną środę Wybrańcy Światła stanęli na udeptanej (m.in. przez helikopter) ziemi naprzeciw graczy trzecioligowego Górnika Wałbrzych. Rozgrywki Pucharu Króla weszły w decydującą fazę i tyko jedno zwycięstwo dzieliło naszych graczy od historycznego w tej części Europy sukcesu.

Read More →

LKS STARY ŚLESZÓW 1:0 GRANICA BOGATYNIA

Kilkumiesięczna batalia na dwóch frontach dolnośląskiego futbolu znalazła swoje zwieńczenie, w najbardziej oddalonym na zachód miejscu Starego Śleszowa. Na tymczasowy Stadion Światła (prace nad perłą architektoniczną nowego Stadionu są mocno zaawansowane) przybyła na finałową potyczkę ekipa z Bogatyni. Drużyna naszych rywali z powodzeniem występuje w rozgrywkach na poziomie krajowej czwartej ligi, piątej bundesligii i trzeciej pepik ligi (jak to robią pozostaje tajemnicą działaczy i sponsorów).

Droga do finału była długa i wyboista, dlatego w kilku słowach warto przypomnieć jak nasze zuchy dotarły finału rozgrywek o puchar króla: 31.08.2011 złamanie ducha zadziornych górali z Sobótki (Zachód Sobótka 0-1 LKS), 21.09.2011 przebłysk piłkarskiego geniuszu Hana (wzorowe kierowanie ultra ofensywnym blokiem defensywnym) (Złotniki Wrocław 1-5 LKS), 05.10.2011 faworyzowany fircyk na kolanach (Foto Higiena Gać 0-4 LKS), 04.03.2012 woda cofa się w Ślęzie (Ślęza Wrocław 1-3 LKS), 18.04.2012 duży kot pod śleszowskim walcem (Puma Pietrzykowice 0-5 LKS), 02.05.2102 likwidacja powiatu oławskiego z piłkarskiej mapy Polski (MKS Oława 1-2 LKS). W trakcie kilku miesięcznej batalii nasz zespół prowadził duet trenerski Krzykao & Mirko Drożinec, któremu władze gminy, za osiągnięty sukces postanowiły ufundować pomnik, który stanie dobrze znanym śleszowskim sympatykom futbolu „lasku”. Prace nad rzeźbą rozpoczął już znany w okolicy ekscentryk, rzeźbiarz i mistrz artystycznego spawu Buao.

Finał, który nie wiedzieć czemu rozgrywano w tym samym dniu co amatorskie rozgrywki anonimowej organizacji piłkarskiej na nowym boisku na wrocławskich Maślicach zgromadził w Żórawinie wiele znamienitości. Czujne oko reporterów dostrzegło między innymi: znanego marszanda i szarą eminencję lokalnego biznesu Skrabssona, związanego umową ze słynną la masia (asygnowaną tylko przez niego) trenera Finikadę oraz dewelopera i rekina budowlanego Szpindelao oraz kilku mniej znanych przedstawicieli mało popularnej organizacji związkowej.

Trener Krzykao tradycyjnie już nie mógł skorzystać ze wszystkich graczy. Robby Black nie wytrzymał psychicznie presji przed zbliżającym się wielkimi krokami wyjazdem na badania wydolnościowe w Ciechocinku, Jarao nie sprostał obciążeniom fizycznym w nowatorskim programie szkoleniowym „cubasa soccer fight style”, Borys odmówił gry w wyjściowym składze ze względu na nową koronkę, a Ogoorao wzorując się na CR7 zdecydował się tym razem na trykot ze stylową żakardową stójką (niebieska książeczka nie dopuszcza występu w obrączkach, łańcuszkach i „stójkach”). Alternatywę w linii defensywnej stanowił wracający do zdrowia Han, który po wstępnym obozie przygotowawczym w Turcji zgłosił akces do należnego mu się miejsca. Przyczyna absencji Tomma pozostała tajemnicą, postanowił milczeć, powołując się na słynną niegdyś sprawę Juranda, który też nie mówił czemu.

W wyjściowej jedenastce znaleźli się: Cezaraładze, Jerzy, Rado, Tadao, Jaworao, Mosze, Gregorao, Sokołowiczius, Jimmy, John White i Żbikao. Do dyspozycji za pięć minut pozostali: Robby, Karolao, Foksanaładze, Borys i dobrze zapowiadający się jak mówi o sobie „sobowtór” Macieja Dowbora.

Aura nie była łaskawa dla kibiców. Ciepłe piwo i zimne dania z grilla nie pomagały w obserwacji sportowej rywalizacji, a żar lejący się z nieba nie przeszkadzał tylko Hanowi („lubię słonko”, powiedział po meczu). Zawodnicy zdający sobie sprawę z tego co jest na szali starali się przede wszystkim zabezpieczyć dostęp do własnej bramki. Zupełnie niewidoczna była różnica klas rozgrywkowych obu zespołów. Rzucało się natomiast w oczy przygotowanie fizyczne naszych ulubieńców, którzy dzięki misternie tkanemu programowi przygotowań trenera Krzykao z uśmiechem na twarzach znieśli trudy bardzo długiego sezonu.

Pogoda nie sprzyjała szybkiej grze, a próby oskrzydlających akcji kończyły się palpitacją serca dorzucających futbolówkę graczy. Gracze z Bogatyni odczuwali dodatkowo kilku godzinną podróż, która nie mogła wpłynąć pozytywnie na ich grę.

Mimo wyrównanej gry i piłkarskich szachów rozgrywanych przez strategów futbolowego rzemiosła, z upływem czasu zarysowywała się lekka przewaga optyczna naszego teamu. Skrzydłami szarpał Jimmy i Sokołowiczius, Żbikao grał na notę, a Borys, który zapomniał słonecznika szarpał się za palec. Najlepsze sytuacje do zdobycia gola zmarnował będący myślami przy czwartej serii szóstki Weidera Sokołowiczius. Jęk zawodu i terkot przejeżdżającej snopowiązałki rozdzierały ciszę po jego sytuacjach. Z upływem czasu trenerzy obu drużyn decydowali się na kolejne zmiany. Wśród wybrańców Światła pojawili się kolejno Foksanaładze, Karolao i Borys. Zmiany personalne nie wpłynęły jednak znacząco na zmianę obrazu gry. Serca kibiców zadrżały, gdy Tadao po jednej z niezliczonych dobrych interwencji chwycił się za kolano, a trener Krzykao szepnął w kierunku Hana zmysłowe „pięć minut”.

Gdy kibice, dziennikarze i zaproszeni goście licząc się z nieuchronną dogrywką zajmowali już miejsca w kolejkach do toitoi, sprawy w swoje ręce wziął zdegustowany brakiem powołania na Euro Mosze. Znana z podwórkowej nomenklatury „petarda” trafiła w okienko dobrze spisującego się do tej pory bramkarza przyjezdnych i stało się. 1-0. Czas stanął w miejscu…na maszcie w Żórawinie pojawiła się olbrzymia sektorówka, a prezes Firao nie krył łez wzruszenia. Od tego momentu rozpoczęło się wsteczne odliczanie do końcowego gwizdka sędziego, który nastąpił niespełna minutę później.

Porażka jest sierotą, a ten sukces ma jak zawsze wielu ojców.

Po zakończeniu części oficjalnej w zamkniętej party zonie rozpoczęła się kluba feta, połączona tym razem z masażem twardych jak skały łydek niektórych graczy.

Powiedzieli po meczu:

Krzykao:

„wiem ze zwalnia się niebawem wakat reprezentacji, wyniki mówią chyba same za siebie”

Cezaraładze:

„gdybym strzelił bramkę, dedykowałbym ją wszystkim ludziom dobrej woli”

Mosze:

„mecz skończył się o 14, a ja dostałem bilet na mecz w Doniecku o 13, heloł”

Żbikao:

„nie będzie kina domowego?”

John White:

„kuwaa  znowu ja”

Jawor:

„chciałbym trafić na Górnik Wałbrzych, albo Stiałę Bukareszt”

Han:

„I’ll be back”

LKS STARY ŚLESZÓW 3:2  MIEDŹ II LEGNICA

Po meczu Pucharowym z MKSem Oława, cały piłkarski świat, aż huczał wiadomością, iż to nasz zespół okazał się lepszą drużyną. Dlatego wszystkie oczy były skierowane na półfinał, który rozegraliśmy w niedzielę. LKS liczył na wielką frekwencję, dlatego już trzy godziny przed spotkaniem policja zorganizowała specjalne objazdy by tylko nie utrudniać cywilom swobodnej, niedzielnej wędrówki po gminnych dolinach. Na stadionie zaś zwołano grupę wyszkolonych ochroniarzy, którzy brali już udział w tegorocznej batalii, Euro 2012. Przyodziani w wyróżniające się kamizelki, jak zawsze szyte na wymiar, pilnowali porządku przy trybunie gości, nazwaną przez przyjezdnych ‘ Wy love the €uro’. Pogoda w pierwszej połowie meczu, zaliczana była do kategorii ‘kiepska’. Wysoka temperatura oraz brak podmuchów wiatru sprawiały, że organizmy piłkarzy bardzo szybko domagały się o uzupełnienie płynów. W drugiej połowie aura znaczne się poprawiła choć od luksusu odstawała.

Rywal pewny swego, przyjechał po trzy punkty, dlatego Trener Krzykao postanowił utrudnić zadanie przyjezdnym, wystawiając: Cezaraładze, Ogoorao, Tadao, Jaworao, Jerzy, Borys, Karolao, Mosze, Sokołowiczius, Żbikao, Foksanaładze. Na ławce rezerwowych zasiedli: Robby Black oraz Ajgor. Pauzować musiało, aż czterech zawodników: Rado, Jimmy, Gregorao i John White. Zaś Tommo nadal boryka się z dokuczliwą ‘dwójką’.

Obie drużyny zaczęły spotkanie spokojnie, nie pędząc na rywala. Gra na początku polegała na tym, by ‘wybadać’ drużynę. Obie ekipy gdy były w posiadaniu piłki, starały się przy niej utrzymać. Lecz gdy futbolówka znajdowała się w strefie ewentualnego ‘zagrożenia’ Śleszowian, pressing był w naszym wykonaniu nieuniknioną koniecznością. Ciężki orzech do zgryzienia miał Ogorao, prawy skrzydłowy Miedzi był nie co szybszy, dlatego nasz obrońca musiał nie co więcej popracować w bloku defensywnym. Już w pierwszych minutach przed dogodną sytuacją stanął Foksanaładze, lecz nie najlepiej ułożył stopę i szansa na bramkę znikła. W dalszym przebiegu gry przycisnął rywal, piłka coraz częściej znajdowała się w naszym polu karnym. Skoncentrowani obrońcy LKSu, wtrącali się skutecznie w plany Legniczan i akcje kończyły się niepowodzeniem gości. W 18 minucie meczu, piłkę na 10 metrze przyjął napastnik Legnicy, poprawiając sobie ją jeszcze tak aby była w jak najlepszej pozycji by chwilę później oddać strzał, następnie huknął jak z armaty. 0-1. Cezaraładze był bez szans. Prowadząc, goście skoncentrowali się ponownie na wymianie podań, atakując rzadziej. Znając swoje możliwości, gospodarze, gdy mieli okazję, atakowali. Determinacja stała się trafnym celem naszego zespołu, gdyż w 32 minucie bramkę wyrównującą zdobył Żbikao. 1-1. Takim obrotem sytuacji, goście znów nękali nasz zespół, lecz LKS nie dawał się zepchnąć do linii pola karnego i gdy przyjmował piłkę, wyprowadzał groźne kontry. W 37 minucie Żbikao pędząc lewym skrzydłem, oszukał rywali zbiegając do środka i technicznym strzałem szukał rogów bramki, lecz piłka powędrowała w środek i bez większych problemów interweniował golkiper Legnicy. Po kolejnym odbiorze naszego zespołu, piłkę wyprowadzał Mosze, lecz posługując się faulem taktycznym, gracz Miedzi w konsekwencji ujrzał żółtą kartkę. Pierwsza połowa zakończyła się remisem.

Po zmianie stron, LKS ruszył zdecydowanie i w 50 minucie szalę zwycięstwa na naszą stronę przeciągnął Mosze, gdzie został idealnie obsłużony przez Foksanaładze. 2-1. Pozytywny wynik wywołał w naszych zawodnikach dużą pewność siebie. W 57 minucie przed podwyższeniem wyniku ponownie stanęli gospodarze, a dokładniej Żbikao, gdzie lewym korytarzem świetnie minął blok defensywny przyjezdnych. 3-1. Minutę później środkiem pola również w swojej indywidualnej akcji biegł strzelec trzeciej bramki, gdzie pomimo osaczenia przez rywali, zdołał oddać strzał, lecz bramkarz nie popełnił błędu. W 64 minucie, górna piłka spadała w okolicę pola karnego, widząc niezdecydowanie naszego bramkarza, Ogorao postanowił szybko stworzyć swój własny plan działania, jak powiedział po meczu, chciał wykorzystać poprzeczkę by futbolówka odbiła się i wróciła na plac gry. Chytrze wymyślony plan naszego gracza, nie został tak do końca zrealizowany, gdyż piłka po odbiciu przez obrońcę zmieściła się pod poprzeczką i wpadła do bramki, gol samobójczy. 3-2. Strata już tylko jednej bramki, a po jej strzeleniu ewentualna dogrywka, narodziła się w naszych rywalach ponowna chęć walki. Lecz dobre ustawienie naszego zespołu, utrudniały przyjezdnym w przedarciu się do bramki strzeżonej przez Cezaraładze. Dobrze w defensywie i nie tylko, radził sobie Sokołowiczius, gdzie sfrustrowany zawodnik gości z faulował naszego zawodnika, a gdy ten jeszcze nie podniósł się z płyty boiska, rywal ‘podając’ piłkę, dość płytkim zachowaniem, rzucił w naszego gracza. Dyscyplinując zaistniałą sytuację, arbiter pokazał żółty kartonik zawodnikowi Legnicy. Przed sytuacją na remis stanął zawodnik Miedzi, gdzie znajdując się na wprost bramki, uderzył piłkę mocnym strzałem, lecz tym razem poprzeczka zdała egzamin w wcześniejszym planie Ogorao i uratowała nasz zespół przed stratą bramki. W 81 minucie kolejna szansa Legniczan, rzut wolny. Mocno bita piłka również została zaliczona do niecelnych strzałów, ocierając się o bramkę. Mecz zakończył się wynikiem 3-2.

I kolejny sukces naszego zespołu, sukces, który zostaje zapisany na historycznych kartach LKSu. Przyjeżdża kolejny rywal z teoretycznie wyższej pułki, który jak zapewne uważał, jedzie po swoje 3 pkt. . Lecz zawsze było tak, jest i będzie, że to boisko weryfikuje zwycięzcę, a rachunek jest prosty, wygrywa ten kto strzeli więcej bramek.

Powiedzieli po meczu:

Krzykao:

„Citta dwa dni przed meczem wskazała zwycięzcę, wybrała nas, a my nie mogliśmy zawieść w roli faworyzowanego zespółu”

Ogorao:

„Partycypuje na bramkę turnieju !!! ”

Sokołowiczius:

„Szkoda, że zostałem rzucony piłką, chciałem zrobić serie.. ”

Cezaraładze:

„Jak był bym w jury podczas meczu, to bramkę Ogorao oceniłbym na ‘10’ ”

LKS STARY ŚLESZÓW 2:1 MKS OŁAWA

Średnia, by nie powiedzieć ostrzej postawa w lidze zrekompensowana została występami w Pucharze Krola. W tegorocznej edycji rozgrywek nasz zespół szedł jak burza, by w środowe popołudnie zmierzyć sie w finale rozgrywek z ekipą z Oławy. Różne cele przyświecające obu zespołom stawiały przyjezdnych w roli faworytów, jednak to boisko miało zweryfikować typowania bookmacherow.

 Już na dwie godziny przed spotkaniem trybuny obiektu pękały w szwach, a słuzby porządkowe musiały wzywać dodatkowe zastepy rezerwistów. Mocno podekscytowany i świeżo przystrzyżony trener Krzykao rzucił do walki swoje głodne sukcesów wilki. W wyjsciowej jedenastce znaleźli się: Cezaraładze, Rado, Ogoorao, Jaworao,Tadao,  Gregoralo, Mosze, Sokołowiczius, Jimmy, John White i Żbikao. Do walki palili się także: Mirko, Karolao, Borys, Janek, Tommo, Foksanaładze. Do grona rekonwalescentów dołączył Jerzy, który nie wytrzymał reżimu treningowego zaproponowanego przez znanego intrukutra fitnes (www.brzuchsokola.pl).

Rywale, pewni swego nie rzucili do walki wszystkich pierwszoplanowych zawodników. Prawdopodobnie trener Oławy spodziewał sie co najmniej dwu bramkowej przewagi już w pierwszej połowie, co dałoby możliwość odpoczynku podstawowym zawodnikom. Nasz zespół czego można sie było spodziewać, nie rzucił sie do frontalnych ataków, jednak obiektywnie patrząc w pierwszej połowie liczba groźnych sytuacji pod bramkami była porównywalna, z lekkim wskazaniem na wybrańców Światła. W środku dobrą robotę wykonywali Mosze i Gregorao, John W tyrał przed nimi, a ultra ofensywna linia obrony z Tadao w środku skutecznie broniła dostępu do klatki wściekłego byka z Gruzji. Wiele krwii pewnych siebie Oławian napsuł Jimmy, który swoimi akcjami absorbował niespodziewających się gry defensywnej przeciwników.

Już w pierwszej połowie po akcji oskrzydlającej Żbikao stanął przed szansą zdobycia bramki, jednak piłka odbiła się w sposób uniemożliwiający oddanie celnego strzału. Dobre zawody rozgrywał także lansowany przez wiele spotkań na nowego kapitana Sokołowiczius. Kibcie spodziewali się strzałów z głebi lasu, jednak tym razem dobro zespołu było priorytetem. Kibice nie zawiedli się natomiast na diagonalnych zagraniach Ogoorao, który swojego zaczepnego krosa proponował z wielu miejsc lewego korytarza.

W pierwszej części spotkania nie padała bramka, co pozwalało oczekiwać emocji w drugiej połowie. W przerwie meczu, w zorganizowanym mobilnym studio przeprowadzono kilka ciekawych rozmów z zawodnikami, którzy kilka rund temu tworzyli historię LKS’u. Głos zabrali m.in:  Finikada, Skrabsson, Olejniczewao, Buao i skromny w swojej perfekcji Han. Analizy, komentarze i pierwsze oceny były przyczynkiem ciekawych dyskusji wśród licznie zgromadzonej publiczności.

Druga połowa to emocje, jakich dawno nie oglądaliśmy na spotkaniach naszego zespołu. Po jednej wielu akcji Mosze, precyzyjnie obsłuzony Żbikao roszył w na bramkę MKS’u i precyzynym strzałem otworzył wynik. 1-0. Takiego obrotu sprawy nie spodziewał sie chyba nikt w obozie przyjezdnych, bo senne do tego momentu quazi „gwiazdeczki” musiały wejść na boisko. Zawodnicy, którzy pojawili sie na boisku rzeczywiście zrobili różnicę, jednak zastępy naszych skazanych na sukces graczy dzielnie stawiały opór oławskim zastępom. Rado i Tadao stanowili bufor nie do przejścia, a Ogoorao i Jaworao, skutecznie bronili naszych skrzydeł.

Niestety, gdy czysty sposób gościom nie udało się zdobyć bramki, z pomocą przyszedł arbiter, który niczym z kapelusza podyktował mocno kontrowercyjny rzut karny. Cezaraładze wyczuł intencje strzelca, jednak zabrakło kilku centymentrów. 1-1.  Wszystko zaczęło sie od nowa, a gra momentami stawała się niepotrzebnie zbyt ostra. W wyławianiu chłopców, w morzu męzczyzn brylował Gregorao, który niczym z grządki wyrywał co bardziej krewkich młokosów, udzielając im lekcji piłkarskiej pokory.

Gdy wydawało się, że wynik nie ulegnie już zmianie, po jednym ze stałych fragmentów gry bramkę zdobył niezawodny w takich sytuacjach Jaworao. Pozostawiony bez opieki, w tyko sobie znany sposób skierował piłke do sieci. 2-1. Od tego momentu mecz przypominał obronę Częstochowy, przed turecką nawałnicą. Kilka razy kotłowało sie przed naszą bramką, jednak Cezaraładze tego dnia nie wyciągał juz piłki z sieci, a dumny oławski kręgosłup musiał sie złapać przed bohaterami piłkarskiej środy.

Puchar króla został w Śleszowie i tego faktu juz nic nie zmieni !!!

Powiedzieli po meczu:

Krzykao:

„miałem przy sobie swoja szczęśliwą białą furażerkę, mamy puchar”

Żbikao:

„kino domowe, to jak, teraz ludzie będą przychodzić do mnie na filmy? o co chodzi?

Rogal:

„mam do pogodnienia dobre kino domowe, czyste”

Koniu:

„chciałem wejść na kilka chwil by pomóc chłopakom, wracam do gry”

Borys:

„sam juz nie wiem czy miałem wchodzić czy nie, bałem się, a potem już tylko biegłem”

Han:

„dziekuje za zdjęcie grupowe, chyba powiesze sobie w sypialni”