[embedplusvideo height=”407″ width=”506″ standard=”http://www.youtube.com/v/5APlqu8mQmg?fs=1″ vars=”ytid=5APlqu8mQmg&width=506&height=407&start=&stop=&rs=w&hd=0&autoplay=0&react=1&chapters=&notes=” id=”ep4807″ /]

LKS STARY ŚLESZÓW 2:1 MKS OŁAWA

Średnia, by nie powiedzieć ostrzej postawa w lidze zrekompensowana została występami w Pucharze Krola. W tegorocznej edycji rozgrywek nasz zespół szedł jak burza, by w środowe popołudnie zmierzyć sie w finale rozgrywek z ekipą z Oławy. Różne cele przyświecające obu zespołom stawiały przyjezdnych w roli faworytów, jednak to boisko miało zweryfikować typowania bookmacherow.

 Już na dwie godziny przed spotkaniem trybuny obiektu pękały w szwach, a słuzby porządkowe musiały wzywać dodatkowe zastepy rezerwistów. Mocno podekscytowany i świeżo przystrzyżony trener Krzykao rzucił do walki swoje głodne sukcesów wilki. W wyjsciowej jedenastce znaleźli się: Cezaraładze, Rado, Ogoorao, Jaworao,Tadao,  Gregoralo, Mosze, Sokołowiczius, Jimmy, John White i Żbikao. Do walki palili się także: Mirko, Karolao, Borys, Janek, Tommo, Foksanaładze. Do grona rekonwalescentów dołączył Jerzy, który nie wytrzymał reżimu treningowego zaproponowanego przez znanego intrukutra fitnes (www.brzuchsokola.pl).

Rywale, pewni swego nie rzucili do walki wszystkich pierwszoplanowych zawodników. Prawdopodobnie trener Oławy spodziewał sie co najmniej dwu bramkowej przewagi już w pierwszej połowie, co dałoby możliwość odpoczynku podstawowym zawodnikom. Nasz zespół czego można sie było spodziewać, nie rzucił sie do frontalnych ataków, jednak obiektywnie patrząc w pierwszej połowie liczba groźnych sytuacji pod bramkami była porównywalna, z lekkim wskazaniem na wybrańców Światła. W środku dobrą robotę wykonywali Mosze i Gregorao, John W tyrał przed nimi, a ultra ofensywna linia obrony z Tadao w środku skutecznie broniła dostępu do klatki wściekłego byka z Gruzji. Wiele krwii pewnych siebie Oławian napsuł Jimmy, który swoimi akcjami absorbował niespodziewających się gry defensywnej przeciwników.

Już w pierwszej połowie po akcji oskrzydlającej Żbikao stanął przed szansą zdobycia bramki, jednak piłka odbiła się w sposób uniemożliwiający oddanie celnego strzału. Dobre zawody rozgrywał także lansowany przez wiele spotkań na nowego kapitana Sokołowiczius. Kibcie spodziewali się strzałów z głebi lasu, jednak tym razem dobro zespołu było priorytetem. Kibice nie zawiedli się natomiast na diagonalnych zagraniach Ogoorao, który swojego zaczepnego krosa proponował z wielu miejsc lewego korytarza.

W pierwszej części spotkania nie padała bramka, co pozwalało oczekiwać emocji w drugiej połowie. W przerwie meczu, w zorganizowanym mobilnym studio przeprowadzono kilka ciekawych rozmów z zawodnikami, którzy kilka rund temu tworzyli historię LKS’u. Głos zabrali m.in:  Finikada, Skrabsson, Olejniczewao, Buao i skromny w swojej perfekcji Han. Analizy, komentarze i pierwsze oceny były przyczynkiem ciekawych dyskusji wśród licznie zgromadzonej publiczności.

Druga połowa to emocje, jakich dawno nie oglądaliśmy na spotkaniach naszego zespołu. Po jednej wielu akcji Mosze, precyzyjnie obsłuzony Żbikao roszył w na bramkę MKS’u i precyzynym strzałem otworzył wynik. 1-0. Takiego obrotu sprawy nie spodziewał sie chyba nikt w obozie przyjezdnych, bo senne do tego momentu quazi „gwiazdeczki” musiały wejść na boisko. Zawodnicy, którzy pojawili sie na boisku rzeczywiście zrobili różnicę, jednak zastępy naszych skazanych na sukces graczy dzielnie stawiały opór oławskim zastępom. Rado i Tadao stanowili bufor nie do przejścia, a Ogoorao i Jaworao, skutecznie bronili naszych skrzydeł.

Niestety, gdy czysty sposób gościom nie udało się zdobyć bramki, z pomocą przyszedł arbiter, który niczym z kapelusza podyktował mocno kontrowercyjny rzut karny. Cezaraładze wyczuł intencje strzelca, jednak zabrakło kilku centymentrów. 1-1.  Wszystko zaczęło sie od nowa, a gra momentami stawała się niepotrzebnie zbyt ostra. W wyławianiu chłopców, w morzu męzczyzn brylował Gregorao, który niczym z grządki wyrywał co bardziej krewkich młokosów, udzielając im lekcji piłkarskiej pokory.

Gdy wydawało się, że wynik nie ulegnie już zmianie, po jednym ze stałych fragmentów gry bramkę zdobył niezawodny w takich sytuacjach Jaworao. Pozostawiony bez opieki, w tyko sobie znany sposób skierował piłke do sieci. 2-1. Od tego momentu mecz przypominał obronę Częstochowy, przed turecką nawałnicą. Kilka razy kotłowało sie przed naszą bramką, jednak Cezaraładze tego dnia nie wyciągał juz piłki z sieci, a dumny oławski kręgosłup musiał sie złapać przed bohaterami piłkarskiej środy.

Puchar króla został w Śleszowie i tego faktu juz nic nie zmieni !!!

Powiedzieli po meczu:

Krzykao:

„miałem przy sobie swoja szczęśliwą białą furażerkę, mamy puchar”

Żbikao:

„kino domowe, to jak, teraz ludzie będą przychodzić do mnie na filmy? o co chodzi?

Rogal:

„mam do pogodnienia dobre kino domowe, czyste”

Koniu:

„chciałem wejść na kilka chwil by pomóc chłopakom, wracam do gry”

Borys:

„sam juz nie wiem czy miałem wchodzić czy nie, bałem się, a potem już tylko biegłem”

Han:

„dziekuje za zdjęcie grupowe, chyba powiesze sobie w sypialni”